Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moim zdaniem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moim zdaniem. Pokaż wszystkie posty
Mamo, głupia jesteś.

Mamo, głupia jesteś.

 

Jakiś czas temu usłyszałam od mojej córci bardzo przykre słowa, nie wiem czym sobie na nie zasłużyłam, ale stało się. W tej sytuacji trzeba było mądrze pomyśleć co z tym fantem zrobić. 


To był zwyczajny poranek bawiłam się z córcią i nagle ta mała bestyjka naburmuszyła się, bo zrobiłam coś nie po jej myśli. Zrobiła tą charakterystyczną minę nr 5, po czym powiedziała "Mama, głupia jesteś." Wytrzeszczyłam oczy i nagle zrobiło mi się bardzo przykro. Długo milczałam, byłam w szoku. Wzięłam głęboki oddech i wytłumaczyłam jej, że tak nie wolno mówić, i że zrobiło mi się smutno. Niby mnie słuchała, ale nie odezwała się ani słowem. Dopiero po jakichś 10 minutach milczenia coś do niej dotarło, przytuliła mnie i przeprosiła. Więcej z jej ust tego słowa skierowanego w moim kierunku nie usłyszałam, ale... parę dni później dowiedziałam się, że i wujka tak "pięknie" obdarowała. 


Takich przykrych słów usłyszałam już wiele "Mama, nie chce ciebie!", "Idź sobie!", "Nie kocham cie!". Wszystko to czasami wypowiedziane bardziej w złości niż umyślnie, ale jednak. Za każdym razem było mi tak samo przykro (choć czasami krew mnie zalewała) i za każdym razem cierpliwie tłumaczyłam. Jak narazie mam z tym spokój, bo widocznie coś do tej małej główki dotarło. No chyba, że nagle coś jej się znowu przypomni.


Skąd to się wszystko wzięło? Niestety od innych dzieci. Parę razy byłam światkiem jak dzieci do swoich rodziców zwracały się w taki właśnie sposób, a jak wiadomo dzieci wszystko szybko łapią i naśladują innych. Tak więc moja córeczka uznała, że jeśli innym tak wolno to i jej również, raz za razem obdarowywała mnie tym albo tamtym. Oj, nie powiem, gdy słyszałam z jej ust coraz to nowsze sformułowania to czasami zamiast smutku czułam, że się we mnie gotuje i miałam ochotę krzyknąć, ale tak sobie wtedy pomyślałam, że jeśli zareaguje złością, to jej się to może spodobać i dalej będzie robić swoje. Znam to z pewnej sytuacji, kiedy to zareagowałam w niewłaściwy sposób, bo niestety miałam ten zły dzień i moja córcia nic sobie z tego nie zrobiła, a wręcz przeciwnie cieszyła się, że zdenerwowała mamę i dalej w to brnęła.


Będąc rodzicem nieraz nasza cierpliwość i opanowanie wystawiane są na ogromną próbę, zwłaszcza jeśli dziecko ma niezły charakterek, dlatego warto nauczyć się reagować na pewne sytuacje w odpowiedni sposób. Czasami jest mega ciężko i szlag jasny może trafić człowieka, kiedy to trzeba tłumaczyć jedno a to samo po raz setny, no ale trzeba. W tym przypadku szybko poszło i córcia zrozumiała, że nie wolno obrażać innych, ale są też inne, na które potrzeba nam trochę więcej czasu.

 

Śmiem twierdzić, że mądra i spokojna rozmowa jest kluczem do sukcesu. ;-)

 

 

 

Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘



Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Panowie badajcie się!

Panowie badajcie się!

 

Ostatnio wiele się mówi o białaczce, raku piersi oraz raku szyjki macicy, o tym jak ważne jest wczesne jego wykrycie. Przeróżne kampanie namawiają kobiety do regularnego badania się, a co z mężczyznami czy ich rak nie dotyczy?


Z Ł. poznaliśmy się z naście lat temu, był moim pierwszym chłopakiem i pierwszą wakacyjną miłością. Nasze drogi dość szybko się rozeszły, nie ważne z jakiego powodu. ;-) Jeszcze jakiś czas po rozstaniu utrzymywaliśmy ze sobą kontakt na zasadzie "Co u ciebie", ale z czasem on się urwał, ja miałam swoje życie, a on swoje.

 

Dwa lata temu, w wakacje będąc z moją córcią u dziadków spotkałam rodziców Ł. Przyjechali na wypoczynek ze Śląska, tak jak mieli to w zwyczaju każdego roku. Byłam zaskoczona, że mnie jeszcze pamiętają, bo ostatni raz widzieliśmy się z 10 lat temu. Trochę sobie porozmawialiśmy i powspominaliśmy. Przez ten czas jakoś do głowy mi nie przyszło, aby zapytać o Ł. tylko na sam koniec poprosiłam, aby go ode mnie pozdrowili. Zamiast usłyszeć słów typu "Oczywiście pozdrowimy" zobaczyłam w ich oczach smutek.

- Jak to, to ty nic nie wiesz? Ł. od dwóch lat nie żyje.

Yyyy po tych słowach zatkało mnie, nie wiedziałam co mam powiedzieć. 


Ł.od dłuższego czasu czuł się źle, był ciągle zmęczony. Rodzina namawiała go, by poszedł do lekarza i zrobił sobie podstawowe badania. Jednak uparciuch twierdził, że to wszystko przez przepracowanie i nieprzespane noce. Z każdym dniem było coraz gorzej, do tego wszystkiego doszły wymioty i ostry ból brzucha. Ł.trafił do szpitala, gdzie zrobili mu masę badań. Wkrótce okazało się, że ma raka trzustki (a z tego co słyszałam raka trzustki ciężko zdiagnozować). Dla jego rodziny to był cios poniżej pasa. Ł. zmarł po miesiącu od wykrycia u niego nowotworu. Miał 34 lata, zostawił córeczkę i narzeczoną.


Gdyby Ł. zgłosił się tam gdzie trzeba dużo wcześniej, gdy pojawiły się pierwsze symptomy, być może tej tragedii można by było uniknąć. Jego mama również przechodziła przez to samo, również zdiagnozowano u niej raka. Przeszła niejedną chemioterapię, schudła, wypadły jej włosy, ale wygrała. Wygrała, bo zgłosiła się w odpowiednim momencie do lekarza. Gdyby Ł. nie był taki uparty dziś byłby ze swoją córeczką i być może wziął by ślub ze swoją ukochaną. 

 

Jeśli coś cię niepokoi, jeśli od pewnego czasu czujesz się kiepsko nie bagatelizuj tego, nie odkładaj wizyty u lekarza na później. Złe samopoczucie nie oznacza najgorszego, jego powodem może być brak witamin, ale lepiej dmuchać na zimne. Dlatego z tego miejsca apeluje do wam badajcie się. Badajcie się dla siebie, waszych dzieci, rodzin, bliskich. Badajcie się dla świętego spokoju.




Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘




Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Miłość jest piękna, ale niestety nie zawsze.

Miłość jest piękna, ale niestety nie zawsze.


Prawie każda kobieta marzy o założeniu rodziny, o tym aby mieć kochającego męża i gromadkę szczęśliwych dzieci. Niestety nie każda ma tyle szczęścia, bo wiele z nich trafia i obdarza zaufaniem niewłaściwe osoby.

 

Iza miała wtedy 20 lat i pracowała w sklepie spożywczym. Poznała tam faceta o ponad 20 lat starszego od siebie. Ona wpadła mu w oko, on jej również. Zaczęli się spotykać i już po tygodniu zamieszkali razem. Znajomi odradzali jej to, bo jakby nie było, był dużo starszy od niej, a przede wszystkim mało o nim wiedziała. Znała tylko jego datę urodzenia, hobby oraz to, że był rozwiedziony i miał trójkę dorosłych już dzieci, z którymi nie utrzymuje kontaktu, ponieważ była żona nagadała im okropnych rzeczy na jego temat. Po tym wszystkim wyprowadził się do sąsiedniej miejscowości i podjął pracę w tym samym sklepie, w którym pracowała Iza.

 

Miesiąc później okazało się, że Iza jest w ciąży. Z jednej strony była szczęśliwa, bo marzyła o własnej rodzinie, a z drugiej zastanawiała się czy to nie zbyt szybko, przecież dopiero co się poznali, a tu już trzeba poważnie pomyśleć o przyszłości. No i najważniejsze, jak on na tą wiadomość zareaguje? O dziwo jej partner na wieść o tym, że znów zostanie ojcem ucieszył się. Wkrótce później wzięli ślub cywilny i zaczęli urządzać mieszkanie, aby powitać w nim małego lokatora. 

 

Iza urodziła przez planowane cesarskie cięcie ze względu na jej budowę ciał, miała zbyt wąskie biodra, a poza tym okazało się, że dzieciątko nie ułożyło się odpowiednio. Długo nie mogła pozbierać się po porodzie, była obolała i zmęczona, Na szczęście miała przy sobie kochającego męża, który znakomicie opiekował się swoją małą córeczką, w końcu został ojcem po raz czwarty, więc wiedział co i jak. 


Niecały rok po tym jak zostali rodzicami, coś w ich życiu się zmieniło. Mąż Izy zaczął dziwnie się zachowywać. Do pracy chodził od czasu do czasu, córką zajmował się sporadycznie, siedział wiecznie przed tv i zaczął popijać. Nie dawał pieniędzy na rachunki i jedzenie, co gorsza zaczął podbierać jej oszczędności. Iza nie miała odwagi wyrzucić go z domu. Myślała, że to może chwilowy kryzys i z czasem wszystko wróci do normy. Niestety tak się nie stało. 

 

Bywało tak, że nie wracał na noc do domu. Pytając go gdzie był i dlaczego nie wrócił, odpowiadał, że był u kolegi i nie chciało mu się wracać tak późno do domu. Pewnego dnia spakował się i wyprowadził bez słowa wyjaśnienia. Jakiś czas po tym Iza dowiedziała się, że ma inną i mieszka z nią. To był dla niej cios poniżej pasa. Nigdy by nie pomyślała, że coś takiego może ją spotkać. A jednak spotkało. Iza złożyła pozew o rozwód i wniosek o alimenty. 

 

Rozwód dostała szybko. Niestety z alimentami już tak łatwo nie było. Skubany twierdził, że to nie on jest ojcem dziecka. Czaicie to? Ja bym normalnie oczy takiemu wydłubała. Nie wiem co on sobie wtedy myślał, że mu się upiecze i testy DNA go ominą? Testy jednoznacznie wykazały, że to on jest ojcem dziecka, więc alimenty musiał płacić. I płacił, ale do czasu, bo po dwóch miesiącach przestał mimo upomnień.

 

Po jakimś czasie okazało się, że te wszystkie oszczerstwa na temat jej już byłego męża okazały się prawdą. Facet nie zajmował się dziećmi i zdradzał swoją żonę. Zanim poznał Izę miał parę innych kobiet, które rozkochał w sobie i zostawił.

 

Obecnie Iza dobrze sobie radzi, pracuje, spłaciła kredyt za samochód, którego spłatą miał zająć się on sam. Jednak mimo tego, że brakuje jej kogoś przy kim mogłaby poczuć się bezpiecznie, nie myśli o kolejnym związku, straciła zaufanie do mężczyzn. No nie dziwię się. Choć z drugiej strony nie każdy jest taki, trzeba tylko kogoś lepiej poznać zanim zdecyduje się na kolejny krok. 

 

Córcia Izy nie pamięta swojego ojca, była mała kiedy je zostawił, ale czasami pyta o niego i o to dlaczego inne dzieci w przedszkolu mają swoich tatusiów tuż obok, a ona nie. No i jak to wytłumaczyć małemu dziecku tak, aby nie poczuło się niekochane i odrzucone?


Czasami lepiej słuchać rozumu niż serca, dlatego dziewczyny zanim zaczniecie myśleć poważnie o związku, najpierw dobrze poznajcie faceta, z którym chcecie spędzić resztę życia. Nie pakujcie się w  mieszkanie z kimś kogo znacie ledwo tydzień. Niektórzy faceci potrafią bajerować, udają zakochanych, a potem okazuje się, że ten którego tak bardzo kochasz jest totalnym gnojem. Pamiętajcie kochane, na wszystko trzeba trochę czasu, nie ma się co spieszyć. Macie przed sobą całe życie. ;-)

 




Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘




Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Szlag mnie trafia, kiedy po raz kolejny słyszę, że rodzice znęcają się nad własnym dzieckiem.

Szlag mnie trafia, kiedy po raz kolejny słyszę, że rodzice znęcają się nad własnym dzieckiem.

 

Coraz częściej w telewizji i internecie możemy usłyszeć i przeczytać o przeróżnych tragediach z udziałem dzieci. Co ciekawe najczęściej to rodzice są głównymi sprawcami tych zdarzeń. I ja się pytam dlaczego się tak dzieje?



Chyba nigdy nie uzyskam odpowiedzi na to pytanie, dla mnie to jest niepojęte jak można bić, poniżać, znęcać się nad własnym dzieckiem. Nad dzieckiem, które nosiło się pod własnym serduchem, którego z niecierpliwością się oczekiwało. Co takiego dzieje się w głowie matki, która popełnia, aż taki błąd. Błąd, który czasem nawet kosztuje życie dziecka.

 

Nie rozumiem jak można być tak głupim i pozwolić na to, aby ktoś inny znęcał się nad twoim dzieckiem. Zamiast wziąć zrobić z takim potworem porządek, zadzwonić gdzie trzeba to się temu wszystkiemu przyglądasz. Nie wiem czy się boisz, że i tobie coś się stanie, albo że do końca życia będziesz już sama? Ale kurcze, matko opamiętaj się. Powiem ci więcej, jesteś tak samo winna, bo nie zareagowałaś. Co jest dla ciebie najważniejsze bycie z kimś czy zdrowie i życie twojego dziecka? Bo dla mnie zawsze i niezależnie od sytuacji dziecko jest na pierwszym miejscu. I dla ciebie również tak powinno być!


Zastanawia się jak to jest, że instytucje typu pomoc społeczna i inne nie reagują odpowiednio w takich sytuacjach. Powiem więcej najczęściej jest tak, że dziecko zostaje odebrane kochającym i dobrym rodzicom dlatego, że nie mają odpowiednich warunków w domu i są biedni. Dlaczego wy im to robicie zamiast pomóc? Przecież od tego jesteście, by pomagać i wspierać finansowo ubogich. Naprawdę trzeba posunąć się do tak drastycznego posunięcia jakim jest rozdzielenie rodziny? Dlaczego nie reagujecie tam, gdzie tego naprawdę trzeba? Tam gdzie naprawdę dzieje się coś złego, gdzie rodzice znęcają się nad dzieckiem. Dlaczego zawsze robicie to na odwrót? Nie rozumiem i chyba nigdy tego nie zrozumiem.


Nie chcę już więcej słyszeć o tym, że czyjś konkubent rzucił tak mocno o ścianę dzieckiem, że ono umarło. Nie chcę więcej słyszeć o tym, że matka udusiła własne dziecko i spaliła jego ciało w piecu. Nie chcę słyszeć, że matka zabiła swoje dziecko, bo płakało i zakopała jego ciało w ogródku. Nie chcę więcej słyszeć o tym, że rodzice molestowali i gwałcili swoje dziecko. To jest obrzydliwe. To jest chore.

 

Szlag jasny mnie trafia, rzygać i płakać mi się chce jak słyszę o takich rzeczach. Jestem wstrząśnięta, że takie rzeczy mają miejsce, że ludzie odpowiednio nie reagują, albo udają, że nie wiedzą. Mój post tu nic nie zmieni, nie dotrę do rozsądku tych osób, ale mino to błagam was opamiętajcie się. Dziecko nigdy niczemu nie jest winne i zastanówcie się nad tym czy wy sami chcielibyście, aby ktoś was tak traktował, tak wami pomiatał. 

 

Mówi się, że "Jesteś tylko człowiekiem i masz prawo do błędów", ale czy takie coś można wybaczyć i usprawiedliwić? Czy taki ktoś jest jeszcze człowiekiem?

 

Dziecko to nie worek treningowy. Dziecko to cud, to mała bezbronna istotka, która potrzebuje ciepła i miłości.




 Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘



Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Zawsze walcz o swoje prawa przy porodzie!

Zawsze walcz o swoje prawa przy porodzie!



Wiele porodówek swoją postawą pozostawia wiele do życzenia. Mam wrażenie, że pracownicy tychże placówek robią przyszłym mamom wielką łaskę i że są pozbawieni jakichkolwiek ludzkich odruchów. Przesadzam? Nie sądzę, bo wiem (i wy na pewno też), że w niektórych placówkach dzieją się takie rzeczy od których włos się na głowie jeży.


Przyszła mama, zwłaszcza jeśli jest to jej pierwszy poród, oczekuje od położnych, lekarzy wsparcia i oczywiście wskazówek co ma robić, jak oddychać, kiedy przeć, jak radzić sobie z bólem. Niestety nie zawsze może otrzymać tego typu pomocy, wielu pracowników odpowiada na pytania zdawkowo lub nie interesuje się tym jak czuje się pacjentka.

 

1. Położna czy lekarz powinni liczyć się z twoim zdaniem, z twoimi prośbami dotyczącymi porodu.   

Przy porodzie nie mogą robić to co im się żywnie podoba, no chyba, że coś zagraża twojemu zdrowiu, życiu lub zdrowiu, życiu dziecka. Zawsze w każdej sytuacji powinni zapytać cię o zdanie, o to czy zgadzasz się na pewne rzeczy. Jedną z okropnych rzeczy, którą do dziś lekarze stosują (i nawet nie zapytają o zdanie), aby przyspieszyć drugą fazę porodu jest zastosowanie chwytu Kristellera, czyli uciskanie podczas skurczu dna macicy. Taki chwyt może doprowadzić do przeróżnych powikłań, w tym śmierci. Jeśli u was zastosowano taki chwyt dziękujcie Bogu, że nic wam i waszemu dziecku złego się nie przydarzyło.


2. Położna i lekarz powinni cię szanować.

To jest jakaś masakra jak co poniektórzy potrafią chamsko odnosić się do rodzącej zamiast uspokajać i wspierać, bo przecież po to oni tam są. Komentarze typu" chciałaś to masz", " nie drzyj ryja", "długo jeszcze?" czy "długo jeszcze mam tak przy tobie stać?" są okropne. Za nieposzanowanie pacjenta takie osoby powinny wylecieć z roboty. Bo położna czy lekarz nie jest po to, aby se siedzieć na dupie i czytać gazetę plotkarską, nie po to, aby bezczynnie patrzeć jak się męczysz, nie jest po to, aby cię krytykować i mówić ci, że jesteś beznadziejna, bo urodzić nie potrafisz.


3. Położna i lekarz powinni cię wspierać i służyć pomocą.

Takie osoby mają służyć ci pomocą, doradzać i wspierać. I właśnie takiego wsparcia potrzebowałam, kiedy rodziłam moją córeczkę, a w zamian otrzymałam... brak zainteresowania. Położna zamiast mi pomóc poszła sobie gawędzić z inną położną i nawet nie przyszła na mnie popatrzeć, widocznie myślała, że sama sobie ze wszystkim poradzę i odbiorę poród. Ból jaki czułam, może nie był jakiś masakryczny, no ale jednak dało się go odczuć i to chyba ten ból zmotywował mnie do tego, że wstałam, podeszłam do niej i opierniczyłam ją z góry na dołu. Babka zrobiła wielkie oczy i w końcu ruszyła swoje cztery litery. Po tym jak dowiedziała się co nieco, była bardzo uprzejma i wspierała mnie tak jak chciałam, dzięki jej pomocy wszystko poszło jak należy. I ja się pytam czy nie szło tak od razu? Ludzie trochę chęci. Tak więc drogie przyszłe mamy pamiętajcie, czasem trzeba kimś porządnie wstrząsnąć i go opierniczyć, aby się opamiętał. I nie bójcie się tego. Nie bójcie się pytać, upominać i walczyć o swoje prawa. Po to ktoś wymyślił prawa pacjenta, aby z nich korzystać.

 

Najlepszym rozwiązaniem jest napisanie planu porodu, czyli tego czego oczekujecie na sali porodowej. Jeśli chcesz znieczulenie, oksytocynę, dmuchaną piłkę, prawo do brania prysznica, aby złagodzić ból, nieprzerwany kontakt skóra do skóry, karmić zaraz po porodzie napisz o tym i wręcz taki plan lekarzowi. Taki plan nie zaszkodzi, a pomoże.

 

Podsumowując, nie bój się upominać o swoje prawa przy porodzie naturalnym jak i cesarskim cięciu, masz do tego jak najbardziej prawo. Jesteś człowiekiem, którego należy traktować z godnością i należytym szacunkiem.

 


P.S. Jeśli nie wiecie co i jak polecam stronę Rodzić po ludzku, tam wszystkiego się dowiecie. ;-)


Buziaczki ;-*



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Kiedy "dzieci" mają dzieci.

Kiedy "dzieci" mają dzieci.


 

Macierzyństwo to piękna i zarazem trudna przygoda. Trudna zwłaszcza dla dziewczyn, które mamami zostały w bardzo młodym wieku.


Ostatnimi czasy zdarza się, że w ciążę zachodzą młode dziewczyny, czyli plus minus piętnastolatki, no dla niektórych po prostu dzieci. Niektóre załamane faktem, że są w ciąży zaczynają żałować tego co zrobiły i popełniają przez to różne głupoty, o których nawet nie chcę myśleć. Inne znowu biorą to na przysłowiową klatę i godzą się z tym co ich czeka. A czeka ich... no niemała rewolucja. Ciąża, poród, macierzyństwo to wszystko nie jest proste, czasem nawet dla dorosłej kobiety, a co dopiero dla jeszcze za bardzo nie znającej życia dziewczyny. Ważne, aby mieć przy sobie bliskich, którzy będą służyć pomocą i wsparciem.


No właśnie, wsparcie to coś czego potrzebują młode przyszłe mamy. Nie krytyki, nie obelg, nie uwag typu "Chciałaś to masz", to już się stało i już się nie odstanie, a dziecko to nie jest żadne przekleństwo. Wiem, że niekiedy w takiej sytuacji społeczeństwo wyśmiewa się z nich, znajomi, czasem nawet rodzina odwracają się i to jest najgorsze co taka młoda dziewczyna może otrzymać od innych.

 

Na pewno nie jest łatwo wychować dziecko kiedy jest się nastolatkiem. Każda dziewczyna w tym wieku ma marzenia, nawet czasem plany na przyszłość i w tych planach na pewno nie było dziecka, nie było nieprzespanych nocy, sterty brudnych dziecięcych ubranek, pampersów i brania odpowiedzialności za drugiego człowieka. Jednym słowem inaczej wyobrażały sobie swoje życie. No, ale jakby nie było macierzyństwo powinno być zarezerwowane dla dorosłych, nastolatki powinny uczyć się, spotykać ze znajomymi, pozostać po prostu nastolatkami, a nie przechodzić tak trudny egzamin z życia i od razu stawać się dorosłymi. 

 

Ale smuci mnie niezmiernie fakt, że często takie dziewczyny muszą radzić sobie z tym wszystkim SAME. Bez rodziców, bez znajomych i co ciekawe bez ojca dziecka, który jest tak samo odpowiedzialny za to co się stało, bo samo się nie zrobiło.


Znam też parę dziewczyn, które właśnie jako nastolatki zostały mamami i nie oddały swoich dzieci do adopcji, jak to czasami bywa. Zapytane czy żałują, zgodnie odpowiadają, że nie. Nie żałują tego ani trochę, no bo czego tu żałować, dziecko to szczęście nie ciężar. I powiem wam szczerze, podziwiam takie mamy, naprawdę. Szacun dla was dziewczyny. Nie dość, że dobrze, na swój sposób, przeszłyście całą ciąże, ( myślałam, że ciąża w tak młodym wieku jest obciążeniem dla organizmu, bo przecież on jeszcze dojrzewa) to i z wychowaniem dziecka radzicie sobie doskonale, a przy tym normalnie uczycie się. Tak! Dla tych, którzy nie wiedzą wczesne macierzyństwo nie skreśla nauki w szkole... A to wszystko dzięki temu, że mają WSPARCIE. 

 

I tego wam wszystkim życzę.

 

Buziaczki ;-* 


Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Czy macierzyństwo może być świetną zabawą?

Czy macierzyństwo może być świetną zabawą?


Kiedy zaszłam w ciążę radość przeplatała się z niepewnością. Nie wiedziałam czy poradzę sobie z opieką nad małym, bezbronnym człowiekiem. Nastawiałam się na to, że moje życie będzie jednym wielkim pasmem wyrzeczeń, nieprzespanych nocy, sterty nieupranych ubrań i niekończącego się bałaganu. Widziałam jak niektóre z moich koleżanek nie wyrabiają i rwą swoje włosy z głowy. Zaczęłam zadawać sobie pytanie czy macierzyństwo może być świetną zabawą? Czy w tym wszystkim znajdę czas dla siebie i dla mojego męża? 


Kiedy urodziła się moja córeczka moje zdanie w tym temacie lekko się zmieniło. Patrząc w jej duże, czarne oczęta przyrzekłam sobie, że zrobię wszystko, aby ta mała istotka, która skradła moje serce czuła się kochana. Zrobię wszystko, aby być dobrą matką. Co nie oznacza, że nie bałam się. Bałam się jak cholera, przecież to taka krucha istotka, co jeśli nieświadomie zrobię jej krzywdę? 

 

Przez pierwsze miesiące córcia fundowała mi taki chrzest bojowy, że nie wiedziałam jak się nazywam. Byłam głodna, niewyspana (to w szczególności) i załamana myślą, że tak już będzie zawsze. Marzyłam o tym, aby mieć choć pół godziny dla siebie, bez żadnych obowiązków.  Marzyłam o normalnym, porządnym prysznicu bez nasłuchiwania czy, aby czasem moje dziecko się nie obudziło, bez wybiegania w środku kąpieli w pianie i niekoniecznie w ręczniku, by ululać na nowo moją małą córeczkę. Marzyłam o choć jednej przespanej nocy, gdyż Ewelinia potrafiła budzić się nawet co godzinę. Marzyłam o normalnym spacerze, a nie o pchaniu pustego wózka z dzieckiem na rękach. No nie było łatwo, ale nikt nie powiedział, że łatwo będzie. 


W końcu się opamiętałam i przestałam myśleć o macierzyństwie jako o poświęcaniu się czemukolwiek. Przestałam na wszystko narzekać i zaczęłam na full cieszyć się macierzyństwem, bo to nie żadna kara, a cudowna przygoda. Wiadomo są chwile kiedy pokłady mojej cierpliwości się kończą i mam ochotę wybiec z domu tak jak stoję, zaszyć się gdzieś z dala od tego całego towarzystwa, ale na szczęście to szybko mija. Jestem tylko człowiekiem i mam prawo do chwili słabości. Prawda?


Kiedyś hen dawno temu nasze prababcie, babcie dawały sobie ze wszystkim doskonale radę harowały, pracowały w polu, dziergały na drutach, znajdowały czas na swoje pasje. Dlaczego my tak nie potrafimy? Dlaczego ciągle narzekamy i widzimy wszystko w ciemnych barwach? Macierzyństwo nie musi być harówką, ale może być naprawdę świetną zabawą.

 

Z czasem zaczęłam znajdować czas dla siebie, np. teraz gdy moja Bestyjka ucina sobie drzemkę. Siedzę na swoich czterech literach, wyciągam swoje kopyta i robię to co lubię najbardziej. Co tam obiad. Obiad zrobię później, czyli kiedy córcia wstanie i zaszalejemy w kuchni razem. ;-) Uwielbiamy razem wygłupiać się, śmiać się i... skakać po kałużach jak stado rozbrykanych przedszkolaków. Oj tak :-D


Kiedy jestem z dzieckiem, sama jestem dzieckiem i to jest najlepsza przygoda. ;-)



Buziaczki ;-*



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇

Wesele z dzieckiem - tak czy nie?

Wesele z dzieckiem - tak czy nie?


Jak już niektórzy z was wiedzą w ciągu jednego miesiąca zaliczyliśmy trzy wesela z naszym dzieckiem. Po tym wszystkim co przeżyłam, zaczęłam zastanawiać się, czy dobrze zrobiłam zabierając córcię ze sobą. Może lepiej by było, aby została w domu z dziadkami? 


Pierwsze wesele, na którym byliśmy odbyło się na Zagroniu w Istebnej. Tam zbytnio nie potańcowaliśmy, bo córcia wolała bawić się na placu zabaw. Zjeżdżalnie i trampolina to wszystko czego moje dziecko potrzebowało do szczęścia. No i oczywiście mnie również. Beze mnie ani rusz, także nie było nawet mowy, aby zostawić ją pod opieką cioci czy też osoby pilnującej stado brykających dzieciaków. Pogoda wtedy była idealna, więc z chęcią spędziliśmy ten czas z córcią na świeżym powietrzu. Szczerze nie mam niedosytu. Fajnie było. Jednego czego żałuję, to tego, że sobie nie napełniłam na full mojego brzuchacza tymi wszystkimi pysznościami. No bo jak tu cokolwiek zjeść jak dziecko ciągnie cię na plac zabaw?




Drugie wesele, na które zostaliśmy zaproszeni odbyło się również w Istebnej w Dworze Kukuczka. Przepiękne miejsce, cudowne widoki, genialna atmosfera. Państwo młodzi pomyśleli o wszystkim, nawet o dzieciach. Dziećmi zajmowały się dwie animatorki, które organizowały dla nich różne zabawy. Zawsze kiedy chciałam coś przekąsić w spokoju, "podrzucałam" swoje dziecię owym paniom. Była z nimi co prawda z 20 minut, ale zawsze to coś. Pomiędzy posiłkami albo bawiliśmy się na placu zabaw albo tańczyliśmy. Ewelini tak się to spodobało, że w ogóle nie chciała schodzić z parkietu. Co chwilę słyszałam "Mama tańczyć." xD



Poniżej możecie obejrzeć filmik jak "Dwór Kukuczka" się prezentuje, bo oczywiście zdjęć nie porobiłam ;-P


Trzecie wesele zostało zorganizowane również w Istebnej w Halniakowym Dworze. Było to dwudniowe wesele, po którym nie wiedziałam jak się nazywam. Powód? Jakiż by inny, tańce. Oj tak. Padnięta byłam po tańcach, oczywiście z moim dzieckiem. Mówię wam przez całe swoje życie tyle nie tańczyłam. Jak tylko córcia usłyszała muzykę wyciągała mnie na parkiet. I tak przez cały boży dzień. Gdy wybiła godzina 22 dziecko dalej tańczyło. Matka zmęczona, ledwo dzierży się na nogach, a mały szkrab wywijał to w jedną, to w drugą stronę. Na sto procent Ewelinka będzie tancerką, inni też mi to mówili ;-p



Powiem wam szczerze, na wszystkich trzech weselach były dzieci i nikomu ich obecność nie przeszkadzała. Zarówno dzieci jak i dorośli świetnie się bawili. Pewnie dlatego, że każde z tych uroczystości było dobrze zorganizowane i na każdym z nich były animatorki zabawiające małe szkraby. Oczywiście animatorki/animatorzy muszą naprawdę lubić dzieci i umieć je zabawić, nie ma innej opcji. Bo co to za animatorzy, którzy co chwilę dzwonią lub wysyłają smsy, albo zostawiają dzieci same bez opieki. A uwierzcie mi tacy też się zdarzają. Dobry animator to podstawa, pamiętajcie!


Mimo tego, że po każdym weselu byłam wymęczona, to i tak uważam, że dobrze się bawiłam. Miło było patrzeć jak moje dziecko jest szczęśliwe i świetnie się bawi. Na kolejne wesele bez wahania ją ze sobą zabierzemy. Po co dziecko ma siedzieć w domu, niech też wyjdzie do ludzi. A co!


Oczywiście wy możecie mieć inne zdanie w tym temacie. Tak jak nie ma dwóch tych samych dzieci, tak i rodzice mogą mieć inne zdanie na ten temat.



P.S. Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądają miejsca, w których się bawiliśmy u góry znajdziecie linki (nazwy dworków na niebiesko, klikacie i jesteście na miejscu) ;-) No, bo przecież nie miałam czasu robić zdjęć, co nie? ;-P


Buziaczki ;-*

Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇

Niech ta historia będzie dla was przestrogą!

Niech ta historia będzie dla was przestrogą!

 

 

Jakiś czas temu spotkałam koleżankę, której nie widziałam wieki. Pogadałyśmy, powspominałyśmy dawne czasy, pośmiałyśmy się. Nagle Marta posmutniała i zaczęła płakać. Przytuliłam ją, a ona opowiedziała mi o tym co ostatnio wydarzyło się w jej życiu. Powiedziała mi jak wielki błąd popełniła. Błąd, który zmienił jej życie w koszmar.


Marta trzy lata temu wyszła za mąż za Janka. Z Jankiem znali się bardzo długo, bo od podstawówki. Między nimi zaiskrzyło w klasie maturalnej. Po dwóch latach zaręczyli się i niedługo później wzięli ślub. Marta zawsze marzyła o pięknej białej sukni, długim welonie i hucznym weselu. I tak też było. 


Marta była marzycielką i romantyczką. Marzyła o kochającym mężu, który będzie nosił ją na rękach. Mężu, który będzie przynosił jej śniadanie do łóżka, przynosił kwiaty, prezenty i szykował romantyczną kolację przy świecach. No full romantic, ale dla jednego faceta to chyba zbyt wiele.

 

Janek raczej nie był typem romantyka i z trudem przychodziło mu szeptanie jej do ucha czułych słówek. Nie był również specem od prawienia komplementów. Na kwiaty pokuszał się tylko przy okazji rocznicy ich ślubu oraz jej urodzin. Śniadanie do łóżka i kolacja przy świecach nie były w jego stylu. Co zatem sprawiło, że zgodziła się wyjść za niego skoro nie spełniał jej oczekiwań? Nie wiem. Wiem za to, że on kochał ją całym swoim sercem.


W życiu Marty pojawił się Paweł. Gościu był nieco starszy od niej, o jakieś 5 lat. Codziennie przynosił jej do pracy kwiaty i prawił komplementy. Zapraszał do kina, restauracji a nawet do teatru. Nie przeszkadzało mu to, że ma męża. Marta była zachwycona adoratorem. Właśnie o takim facecie marzyła. I jak to się mówi, straciła dla niego głowę. W końcu podjęła decyzję i poinformowała swojego męża, że odchodzi do innego. Powiedziała mu, że to przy Pawle czuje się naprawdę kochana i szczęśliwa. To on jest tym, na którego czekała całe swoje życie.


Marta nawet nie pomyślała jak bardzo zraniła tym Janka. Wprowadziła się do faceta, którego znała ledwo dwa miesiące. Była przekonana, że to jest TEN jedyny, z którym spędzi resztę życia. Oj, jak bardzo się wtedy myliła.

 

Po miesiącu wspólnego mieszkania coś się zmieniło. Paweł nie był już tak romantyczny jak na początku. Zmienił się nie do poznania. Stał się oschły, nerwowy, czasem nawet agresywny. Mówił Marcie, że jest beznadziejna i do niczego się nie nadaje. Z czasem poniżanie stało się codziennością. Nawet się nie obejrzała, a stała się jego służącą. Kazał jej gotować, prać, prasować, sprzątać. Jeśli koszula była źle wyprasowana, obiad nie taki jak chciał lub na szybie, którą poprzednio umyła została choćby mała smuga bił ją... Kiedyś pchnął ją tak mocno, aż uderzyła głową o twardą posadzkę i straciła przytomność. Trafiła do szpitala. Nie przyznała się, że facet ją bije. Tłumaczyła lekarzom, że spadła z krzesła kiedy myła okna, czyli klasyka. Dlaczego nie powiedziała prawdy? Po prostu się bała.


Kiedy wyszła ze szpitala Paweł zaczął tłumaczyć, że nie chciał zrobić jej krzywdy, tak po prostu wyszło. Obiecał, że już nigdy nie podniesie na nią ręki. No i ręki może nie podniósł, ale odnosił się do nie z takim samym chłodem jak wtedy. Marta w końcu poszła po rozum do głowy, spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się, gdy Pawła nie było w domu.  


- Justyna nawet nie wiesz jak żałuję tego co zrobiłam. Zamiast żyć sobie teraz ze swoim mężem i cieszyć się każdą spędzoną z nim chwilą, wszystko spier... Wybrałam faceta, który traktował mnie jak śmiecia. Jak śmiecia! Widocznie zasłużyłam sobie na to... Wiem, że nie powinnam dawać ci żadnych rad, ale pamiętaj, akceptuj tego swojego męża takim jaki jest i doceniaj go. Jeśli nie daje ci kwiatów czy też raz na jakiś czas nie zrobi tej cholernej kolacji przy świecach, osraj to. Na pewno znajdzie się masa innych rzeczy, które dla ciebie robi, choć tego może nie zauważasz. Ja dopiero teraz widzę jak wiele Janek dla mnie robił... Przede wszystkim mnie kochał. Kochał mnie, mimo tego, że go ciągle krytykowałam i tak wiele od niego oczekiwałam... Doigrałam się, mam za swoje. Miałam wszystko, a teraz nie mam nic. Dlaczego byłam, aż tak głupia i ślepa?

 

Marta dopiero teraz przypomniała sobie, jak wiele dla niej robił jej mąż. Gdyby tylko mogła cofnąć czas, wystarczyły by jej jego miłość, wierność i szacunek.

 

Czasem zbyt wiele oczekujemy od drugiej osoby. Prawda? Zamiast krytykować i wymagać bóg wie czego, cieszmy się tym co mamy. Cieszmy się każdą spędzoną chwilą z facetem, który jest nam wierny, kocha nas i szanuje. Zawsze mogłaś trafić na kogoś o wiele gorszego, tak jak Marta. Pomyśl o tym w ten sposób. Dlatego kochane kobitki doceńcie tego swojego faceta i podziękujcie mu za to, że po prostu jest.


Buźka ;-*



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇

Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger