Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty
Przez macierzyństwo brakuje mi czasu dla siebie.

Przez macierzyństwo brakuje mi czasu dla siebie.

 

Kiedy zostałam mamą moje życie zmieniło się o 180 stopni, cała uwaga skupiła się na tej małej istotce, która pojawiła się w naszym życiu. Myślałam, że z czasem będzie inaczej, że gdy córcia zacznie chodzić, mówić, bawić się w końcu sama, to będę miała więcej czasu dla siebie. Byłam naiwna, bo im córcia starsza tym tego czasu mam mniej i pod koniec dnia jestem jeszcze bardziej zmęczona. Czasami przez to zdarzają mi się te słabsze dni i dopada mnie tzw. dół. Mam wtedy wszystkiego serdecznie dość, marzę o chwili spokoju, ale to chyba tak jak każda normalna matka polka. ;-)


Wyznam wam, że nie pamiętam kiedy ostatni raz wyszłam sama z domu bez mojej córci. Kino? O bosze zamierzchłe czasy. Randka z mężem? Bez komentarza. Jest mi smutno z tego powodu, że nigdzie razem nie wychodzimy i to nie jest wina dziecka, które jeszcze przyczepione jest do mojej "spódnicy"... To my musimy w tym wszystkim znaleźć czas dla siebie, musimy znaleźć sposób jak tego dokonać...


Podziwiam mamy, które znajdują dla siebie czas, które mają czas na fryzjera, kosmetyczkę i inne pierdołki. Podziwiam te mamy, które znajdują czas na swoje pasje, hobby. Nie wiem kochane jak wy to robicie, ale błagam was zdradźcie mi swój patent. ;-) 

 

Sama jak wiecie staram się jak mogę prowadzić mojego bloga i fanpage, ale czasami po prostu mi się nie chce i mam ochotę rzucić to moje blogowanie w cholerę , bo też nie wiem czy ono ma sens. Czasami wolę położyć się wcześniej spać niż drukować coś, co nie ukrywajmy zajmuje trochę czasu. No, ale gdybym zrezygnowała to co by mi pozostało? Blog i fanpage są dla mnie taką jakby odskocznią, miejscem w którym mogę się wam zwierzyć, po prostu pogadać i to jest wspaniałe. Dzięki blogowi poznałam wiele wspaniałych mam, nawet z kilkoma utrzymujemy kontakt prywatny, z czego się bardzo cieszę. Dziękuję wam za to, że jesteście i czytacie te moje wypociny :-P


Czasami spotykając się z moją koleżanką mam ochotę powiedzieć (nie wiem dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam):

"Ej, zróbmy w końcu coś dla siebie, zrelaksujmy się. Wyprośmy nasze dzieci i mężów z chałupy, niech się kurde w końcu nimi zajmą zamiast siedzieć i grać na telefonie, a my kochana zróbmy sobie domowe spa. Tak, dupnijmy sobie na twarz jakąś maseczkę, nieważne jaką, na pewno coś się znajdzie. Oooo albo peeling. Zamoczmy nasze zmęczone szłapulce w misce z jakimś olejkiem, czy co to tam się daje, ogólmy nogi czy coś... Zróbmy sobie jakiś fajny makijaż i pomalujmy paznokcie. Co z tego, że nigdzie nie pójdziemy. Zróbmy to dla siebie, bo kurde zwariuję."

 

No pomarzyć można, bo już widzę jak po 10 minutach zajmowania się naszymi maluchami nasi mężowie wracają, bo nie dają sobie rady, albo bo pampersa trzeba zmienić, bo dziecko kupę zrobiło, a on biedny nie da rady. No katastrofa. Czasami się zastanawiam kto tu bardziej potrzebuje opieki, moje dziecko czy mój mąż ;-P 

 

Zostając mamą może i coś straciłam, ale też zyskałam. Zyskałam coś o wiele cenniejszego, miłość  małego, szczęśliwego, zwariowanego i czasami do przesady znerwicowanego szkraba, poza którym świata nie widzę. A czas dla siebie pewnie kiedyś uda mi się znaleźć ;-)

 

Choć jest czasami bardzo ciężko nigdy nie będę żałować tego, że jestem mamą. Macierzyństwo to najpiękniejsza przygoda mojego życia, a ponarzekać sobie troszkę można ;-)

 

Buziaczki ;-*




Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘



Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Kiedy "dzieci" mają dzieci.

Kiedy "dzieci" mają dzieci.


 

Macierzyństwo to piękna i zarazem trudna przygoda. Trudna zwłaszcza dla dziewczyn, które mamami zostały w bardzo młodym wieku.


Ostatnimi czasy zdarza się, że w ciążę zachodzą młode dziewczyny, czyli plus minus piętnastolatki, no dla niektórych po prostu dzieci. Niektóre załamane faktem, że są w ciąży zaczynają żałować tego co zrobiły i popełniają przez to różne głupoty, o których nawet nie chcę myśleć. Inne znowu biorą to na przysłowiową klatę i godzą się z tym co ich czeka. A czeka ich... no niemała rewolucja. Ciąża, poród, macierzyństwo to wszystko nie jest proste, czasem nawet dla dorosłej kobiety, a co dopiero dla jeszcze za bardzo nie znającej życia dziewczyny. Ważne, aby mieć przy sobie bliskich, którzy będą służyć pomocą i wsparciem.


No właśnie, wsparcie to coś czego potrzebują młode przyszłe mamy. Nie krytyki, nie obelg, nie uwag typu "Chciałaś to masz", to już się stało i już się nie odstanie, a dziecko to nie jest żadne przekleństwo. Wiem, że niekiedy w takiej sytuacji społeczeństwo wyśmiewa się z nich, znajomi, czasem nawet rodzina odwracają się i to jest najgorsze co taka młoda dziewczyna może otrzymać od innych.

 

Na pewno nie jest łatwo wychować dziecko kiedy jest się nastolatkiem. Każda dziewczyna w tym wieku ma marzenia, nawet czasem plany na przyszłość i w tych planach na pewno nie było dziecka, nie było nieprzespanych nocy, sterty brudnych dziecięcych ubranek, pampersów i brania odpowiedzialności za drugiego człowieka. Jednym słowem inaczej wyobrażały sobie swoje życie. No, ale jakby nie było macierzyństwo powinno być zarezerwowane dla dorosłych, nastolatki powinny uczyć się, spotykać ze znajomymi, pozostać po prostu nastolatkami, a nie przechodzić tak trudny egzamin z życia i od razu stawać się dorosłymi. 

 

Ale smuci mnie niezmiernie fakt, że często takie dziewczyny muszą radzić sobie z tym wszystkim SAME. Bez rodziców, bez znajomych i co ciekawe bez ojca dziecka, który jest tak samo odpowiedzialny za to co się stało, bo samo się nie zrobiło.


Znam też parę dziewczyn, które właśnie jako nastolatki zostały mamami i nie oddały swoich dzieci do adopcji, jak to czasami bywa. Zapytane czy żałują, zgodnie odpowiadają, że nie. Nie żałują tego ani trochę, no bo czego tu żałować, dziecko to szczęście nie ciężar. I powiem wam szczerze, podziwiam takie mamy, naprawdę. Szacun dla was dziewczyny. Nie dość, że dobrze, na swój sposób, przeszłyście całą ciąże, ( myślałam, że ciąża w tak młodym wieku jest obciążeniem dla organizmu, bo przecież on jeszcze dojrzewa) to i z wychowaniem dziecka radzicie sobie doskonale, a przy tym normalnie uczycie się. Tak! Dla tych, którzy nie wiedzą wczesne macierzyństwo nie skreśla nauki w szkole... A to wszystko dzięki temu, że mają WSPARCIE. 

 

I tego wam wszystkim życzę.

 

Buziaczki ;-* 


Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Prawdy i mity o karmieniu piersią.

Prawdy i mity o karmieniu piersią.

 

Mitów na temat karmienia piersią jest cały ogrom i przyznam szczerze, że przed ciążą i na jej początku wierzyłam w niektóre z nich. Z tego powodu zaczęłam dużo czytać na ten temat, a kiedy urodziła się moja córeczka i staż karmienia piersią wydłużał się, byłam już pewna, iż te wszystkie rzeczy, które wbijano mi do głowy, były nieprawdą.

 

Błędne przekonanie starszego pokolenia na temat karmienia piersią wynikało z tego, że kiedyś ludzie nie mieli fachowej wiedzy na ten temat. Teraz można powiedzieć, że na temat karmienia piersią wiemy wszystko, no albo prawie wszystko.



1. Karmienie piersią szkodzi biustowi.

MIT. Za zmiany zachodzące w wyglądzie biustu odpowiedzialna jest ciąża, to wtedy zachodzą w nich największe zmiany i to wtedy dochodzić może do nadmiernego rozluźnienia się więzadeł, tkanek, nie w trakcie karmienia piersią.


2. Rozmiar piersi ma wpływ na ilość pokarmu.

MIT. Rozmiar piersi nie ma tu nic do tego. Piersi są w stanie wyprodukować taką ilość mleka, aby zaspokoić potrzeby dziecka, bez względu na ich rozmiar. Sama nie zostałam hojnie obdarowana przez naturę, a karmię już ponad dwa lata. ;-)


3. Dziecko karmione piersią trzeba dopajać.

MIT. Przez pierwsze 6 miesięcy wystarczy samo mleko mamy, nawet w upalne dni, wtedy należy przystawiać częściej dziecko do piersi. Nie dopajamy malucha w tym czasie ani herbatkami, ani sokami, ani wodą.


4. Karmienie piersią zawsze boli i powoduje pękanie brodawek.

MIT. Karmienie piersią nie musi boleć, wszystko zależy od tego jak dziecko jest przystawiane do piersi, czy prawidłowo ją chwyta. Powiem wam szczerze, że nigdy nie odczuwałam bólu podczas karmienia mojej córci, ani też moje brodawki nie były w żaden sposób poranione.


5. Po roku karmienia mleko mamy jest bezwartościowe.

MIT. Nie wiem skąd komuś wzięło się takie przekonanie, przecież mleko mamy jest wyjątkową substancją, a jego skład dostosowuje się do rosnącego dziecka. Po roku karmienia mleko jest tak samo wartościowe jak na początku, zawiera dużą ilość składników, przeciwciał, cząsteczek immunologicznie aktywnych potrzebnych do nabywania odporności.


6. Kobieta w ciąży nie może karmić piersią.

MIT. Będąc w ciąży jak najbardziej możesz karmić piersią, ba nawet po urodzeniu kolejnego dziecka możesz karmić ich oboje, jeśli jest taka twoja wola ;-) Przeciwwskazaniem do karmienia piersią jest ciąża zagrożona, skurcze i plamienia. Ważne jest również to jak ty się czujesz i czy cię to nie męczy.


7. Picie wody powoduje, że mleko staje się wodniste.

MIT. Woda nie ma wpływu na jakość i konsystencję twojego mleka. Codziennie piję wodę, soki pijam sporadycznie i nie uważam, aby moje mleko było "wodniste".


8. Jeśli dziecko budzi się w nocy oznacza to, że pokarmu jest za mało.

MIT. Przez pierwsze miesiące dziecko budzi się dość często w nocy (rzadko zdarzają się dzieciaczki, które w tym okresie przesypiają całe noce) i nie oznacza to, że masz mało pokarmu. Nie panikuj. Dziecko w nocy nie tylko budzi się na karmienie, ono po prostu potrzebuje twojej bliskości.


9. Karmienie piersią chroni cię przed ponownym zajściem w ciążę.

Owszem może tak być, ale muszą zostać spełnione pewne warunki (brak miesiączki, karmienie tylko i wyłącznie piersią, bardzo częste przystawianie do piersi, tyczy się to również nocnych karmień), ale obowiązują one tylko do 6 miesiąca życia naszego dziecka, później już możesz mieć pewność, że zajdziesz w kolejną ciążę.


10. Dziecko można wykarmić jedną piersią.

Prawda. Jeśli z jakichś powodów jedna z twoich piersi jest "niedysponowana" spokojnie wykarmisz swoje dziecko tą drugą, (bez pomocy mm) z takim samym skutkiem jak mamy karmiące obiema. Skąd wiem? Moja koleżanka karmi już ponad rok tylko i wyłącznie jedną piersią stąd wiem, że to prawda. ;-) 

 

Wiem, że mitów na temat karmienia piersią jest więcej. Jeśli dopiero co zostałaś mamą, jesteś w tym temacie zagubiona i nie jesteś czegoś pewna, to warto, abyś skonsultowała się z osobą, która posiada aktualną, powtarzam AKTUALNĄ wiedzę na temat karmienia piersią.


Buziaczki ;-*



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

8 rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie macierzyństwa.

8 rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie macierzyństwa.


Pewnie każda z was ma listę rzeczy, bez których nie wyobraża sobie macierzyństwa. Ja również. Są to rzeczy niezbędne, ułatwiające ten mój matczyny żywot. Życie bez nich, było by zapewne trudniejsze. 


Lista rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie macierzyństwa oczywiście jest o wiele dłuższa, więc postanowiłam ją okrutnie skrócić, aby was nie zanudzić. Pewnie przyznacie mi rację co do niektórych z nich.


1. Chusteczki nawilżane.

Już od dwóch lat używam chusteczek nawilżanych z firmy Velvet i szczerze nie zamienię ich na nic innego, nawet jeśli ktoś by mi polecał inne. Chusteczki początkowo używane do wycierania pupy niemowlaka, później buzi, noska i rączek. W późniejszym czasie już do wszystkiego, no kto by pomyślał, że mogą mieć tak szerokie zastosowanie ;-p Chusteczki nawilżane to must have każdej mamy.

 


 

2. Duża torebka.

Kiedy zostajesz mamą zapominasz o małych torebkach. Z początku pakujesz do torby (oprócz oczywiście swoich rympołów i klamotów), chusteczki nawilżane, kilka sztuk pampersów, butelki z piciem, coś na ząb, zabawki, coś tam na przebranie, chusteczki higieniczne (nie tylko do wycierania noska, ale też do wycierania mokrych ławek, huśtawek), itd. W późniejszym okresie torba przydaje się na te wszystkie zdobycze ze wspólnych spacerów. Kamyczki, listki, gałązki, szyszki to coś co dziecko MUSI zabrać ze sobą. Jednak czasami okazuje się, że sama torebka tu nie wystarczy, więc warto zaopatrzyć się dodatkowo w odzież z dużymi kieszeniami. ;-)

 


 

3. Suchy szampon.

Wiele razy było tak, że po wspólnych harcach z moim dzieckiem byłam tak zmęczona, że nie miałam najmniejszej ochoty na umycie mojej czupryny. Dlatego zaraz po przebudzeniu psik, psik suchym szamponem po włosach i o matko... włosy odświeżone, tylko dziękować tym co to wymyślili. 

 


 

4. Żarówka sterowana pilotem.

Najważniejsza funkcja to nie zmiana kolorów (choć mój mąż lubi się nimi bawić), a zmiana jasności światła. Kiedy w nocy trzeba było zmieniać dziecku pampersa włączałam pilotem lampkę i od razu zmieniałam światło na najsłabsze, po to, aby nie rozbudzić małego bombla. W czasach kiedy jeszcze nie mieliśmy tej żarówki świeciłam sobie przy tych czynnościach telefonem ;-p

 


 

5. Niania elektryczna.

Musi być i z dźwiękiem i z obrazem. Dzięki niej nie muszę nasłuchiwać czy moje dziecko się obudziło, zwłaszcza kiedy jestem piętro niżej. A i lubię też popatrzeć co ta moja panienka wyprawia przez sen ;-P

 

   

 

6. Viburcol plus.

Viburcol plus to kropelki homeopatyczne, które pomogły nam podczas ząbkowania. Córcia po nich była spokojniejsza, nie denerwowała się z byle powodu i lepiej spała w nocy.

 


 

 

7. Bepanthen baby maść ochronna.

Idealnie pielęgnuje pupkę niemowlaka, chroni przed odparzeniami, a gdy już takowe się pojawią znikają szybciuteńko. Co ciekawe świetnie działa na podrażnione brodawki, polecam ;-)

 

 

 

8. Różnej wielkości pudełka.

Po co? A po to, aby mały szkrab miał się czymś zająć, kiedy chcę mieć chwilę spokoju. Takie pudełka działają cuda, godzina spokoju jak nic. 

 

Pewnie teraz zastanawiacie się, gdzie w tym wszystkim jest wózek? Przecież większość mam nie wyobraża sobie spacerów bez niego. Dla mnie wózek był tylko ciężarem, ponieważ moje dziecko od jakiegoś piątego miesiąca życia "znienawidziło" go i musiałam nosić córcię na rękach. Oczywiście zdarzały się dni, kiedy z chęcią siadała do wózka, ale na krótko, bo już w drodze powrotnej musiałam pchać wózek i nieść małą królewnę na rękach jednocześnie. 


No to teraz z niecierpliwością czekam na wasze matczyne must have ;-)


Buziaczki ;-*


Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
O tutaj 👇

Zmęczona macierzyństwem.

Zmęczona macierzyństwem.


Odkąd zostałam mamą bywam często zmęczona. Ale ostatnimi czasy zmęczenie coraz bardziej dawało mi się we znaki. Zamiast rano wstawać rześka i wypoczęta, choć przespałam całą noc, to i tak po otwarciu oczu czułam się, jakby czołg właśnie po mnie przejechał. 

 

Oczywiście nie zawsze jest tak źle, bo bywają dni kiedy jestem naprawdę szczęśliwa, chce mi się śmiać, wykonywać te wszystkie domowe obowiązki. Tylko, że tak naprawdę takich dni jest zdecydowanie za mało.



Czasem efektem mojego zmęczenia jest zbyt późne kładzenie się spać, zbyt wczesne wstawanie, nadmiar obowiązków i inne takie tam matczyne i nie matczyne sprawy. Psychika też robi swoje, jakby nie było jestem odpowiedzialna za bezpieczeństwo mojego dziecka, za jego zdrowie, prawidłowy rozwój, przyszłość i wychowanie. Do tego dochodzi strach, monotonia. Monotonia w szczególności. Sprzątanie, pranie, gotowanie i różne przydomowe obowiązki dobijają mnie. Codziennie to samo i choćbym stawała na głowie czasami nie da się nic zmienić, bo dziecko ma zły humor, ząbkuje lub po prostu brak mi na to czasu. 

 

Przyznam się, że przez pierwszy rok życia mojej córeczki myślałam, że jest ciężko i już ciężej być nie może. Jak bardzo się wtedy myliłam. Teraz to dopiero jest hardcore. Moje dziecko nie ma łatwego charakteru. Prawie codziennie tak samo daje mi w kość. Dlatego pękam ze śmiechu, kiedy ludzie, którzy nas zbytnio nie znają, chwalą moją córcie jaka to ona jest grzeczna i spokojna. Gdyby wiedzieli co dzieje się w naszym domu, szybko zmienili by zdanie i uciekli gdzie pieprz rośnie. Sama czasami mam na to ochotę, bo mam wszystkiego serdecznie dość. Dość tych wrzasków, lamentów o byle głupotę, tłumaczenia po raz setny, że czegoś nie wolno, rzeczy porozrzucanych po kątach, jedzenia na podłodze itd.



Czasami jestem tak zmęczona, że:

- Nie mam siły, aby umyć włosy.

- Zamiast zrobić córci porządną kolację, odgrzewam jej zupę z obiadu. 

- Kiedy nie mam siły podnosić zabawek, które leżą na środku pokoju, to albo posługuję się nogą, (pewnie domyślacie się o co chodzi) albo łaskawie czekam, aż mój mąż sam to zrobi. Jednak cudu nie oczekuję. 

- Zasypiam w dziecięcym łóżeczku. 

- Na posikane łóżko zarzucam ręcznik, bo nie chce mi się zmieniać w środku nocy pościeli. 

- Aby mieć chwilę spokoju włączam mojemu dziecku te gówniane bajki, co to lecą w tv.

- Zdarza mi się krzyknąć na moje dziecko, czego później bardzo żałuję.  


Mogłabym dalej wymieniać, ale jestem zbyt zmęczona, aby myśleć o tym dalej.


My matki nie jesteśmy ze stali i należy nam się chwila odpoczynku, dlatego nie wstydźmy się prosić o pomoc. Dla mnie wybawieniem są moi rodzice, do których niestety rzadko jeździmy, ale jak już nam się uda, to mam prawie cały dzień dla siebie. Dziadkowie z chęcią zajmują się swoją jedyną wnuczką. Po takim dniu jestem naprawdę wypoczęta, a akumulatory mam naładowane na cały tydzień. 


Droga mamo nie zapominaj o sobie i o swoich potrzebach. Zadbaj o siebie, swoje zdrowie, urodę i jakby nie było psychikę. Ja o swoją psychikę zdecydowanie muszę zadbać, moje dziecko często wystawia moją cierpliwość na próbę i wtedy zastanawiam się, czy aby nie jest mi potrzebny psychiatra, naprawdę. Nie jest łatwo być mamą. Oj nie łatwo i trzeba się mocno starać, by nie wyjść z siebie.

 

Mimo, że mam ochotę czasami rzucić to wszystko w pizdu, zatrzasnąć za sobą drzwi i już nigdy nie wrócić, wiem że życie bez tej małej bestyjki było by zupełnie puste. Dlatego muszę spiąć poślady, wziąć się w garść i iść z tym koksem. W końcu dziecko nie może oglądać znerwicowanej, a nawet czasem zapłakanej matki. Nie będzie łatwo, ale będę się starać. Trzymajcie kciuki. Ja za was trzymam.

 

P.S Mam wrażenie, że chciałam jeszcze coś dodać, ale nie pamiętam co.

 

Buziaczki ;-*

 

 

Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇

Czy macierzyństwo może być świetną zabawą?

Czy macierzyństwo może być świetną zabawą?


Kiedy zaszłam w ciążę radość przeplatała się z niepewnością. Nie wiedziałam czy poradzę sobie z opieką nad małym, bezbronnym człowiekiem. Nastawiałam się na to, że moje życie będzie jednym wielkim pasmem wyrzeczeń, nieprzespanych nocy, sterty nieupranych ubrań i niekończącego się bałaganu. Widziałam jak niektóre z moich koleżanek nie wyrabiają i rwą swoje włosy z głowy. Zaczęłam zadawać sobie pytanie czy macierzyństwo może być świetną zabawą? Czy w tym wszystkim znajdę czas dla siebie i dla mojego męża? 


Kiedy urodziła się moja córeczka moje zdanie w tym temacie lekko się zmieniło. Patrząc w jej duże, czarne oczęta przyrzekłam sobie, że zrobię wszystko, aby ta mała istotka, która skradła moje serce czuła się kochana. Zrobię wszystko, aby być dobrą matką. Co nie oznacza, że nie bałam się. Bałam się jak cholera, przecież to taka krucha istotka, co jeśli nieświadomie zrobię jej krzywdę? 

 

Przez pierwsze miesiące córcia fundowała mi taki chrzest bojowy, że nie wiedziałam jak się nazywam. Byłam głodna, niewyspana (to w szczególności) i załamana myślą, że tak już będzie zawsze. Marzyłam o tym, aby mieć choć pół godziny dla siebie, bez żadnych obowiązków.  Marzyłam o normalnym, porządnym prysznicu bez nasłuchiwania czy, aby czasem moje dziecko się nie obudziło, bez wybiegania w środku kąpieli w pianie i niekoniecznie w ręczniku, by ululać na nowo moją małą córeczkę. Marzyłam o choć jednej przespanej nocy, gdyż Ewelinia potrafiła budzić się nawet co godzinę. Marzyłam o normalnym spacerze, a nie o pchaniu pustego wózka z dzieckiem na rękach. No nie było łatwo, ale nikt nie powiedział, że łatwo będzie. 


W końcu się opamiętałam i przestałam myśleć o macierzyństwie jako o poświęcaniu się czemukolwiek. Przestałam na wszystko narzekać i zaczęłam na full cieszyć się macierzyństwem, bo to nie żadna kara, a cudowna przygoda. Wiadomo są chwile kiedy pokłady mojej cierpliwości się kończą i mam ochotę wybiec z domu tak jak stoję, zaszyć się gdzieś z dala od tego całego towarzystwa, ale na szczęście to szybko mija. Jestem tylko człowiekiem i mam prawo do chwili słabości. Prawda?


Kiedyś hen dawno temu nasze prababcie, babcie dawały sobie ze wszystkim doskonale radę harowały, pracowały w polu, dziergały na drutach, znajdowały czas na swoje pasje. Dlaczego my tak nie potrafimy? Dlaczego ciągle narzekamy i widzimy wszystko w ciemnych barwach? Macierzyństwo nie musi być harówką, ale może być naprawdę świetną zabawą.

 

Z czasem zaczęłam znajdować czas dla siebie, np. teraz gdy moja Bestyjka ucina sobie drzemkę. Siedzę na swoich czterech literach, wyciągam swoje kopyta i robię to co lubię najbardziej. Co tam obiad. Obiad zrobię później, czyli kiedy córcia wstanie i zaszalejemy w kuchni razem. ;-) Uwielbiamy razem wygłupiać się, śmiać się i... skakać po kałużach jak stado rozbrykanych przedszkolaków. Oj tak :-D


Kiedy jestem z dzieckiem, sama jestem dzieckiem i to jest najlepsza przygoda. ;-)



Buziaczki ;-*



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇

Walka o "złote cycki". O co kaman?

Walka o "złote cycki". O co kaman?

 

Pewnie słyszałyście lub czytałyście, że jakiś czas temu powstała pewna akcja promująca karmienie piersią. No bo chyba tak to można nazwać. Jaka? Internautki na badajże całym świecie chwalą się tym, która dłużej karmi piersią. Co za tym idzie nadają sobie różne tytuły, takie jak "srebrne", "złote", "platynowe" i "diamentowe cycki".

 

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej akcji chciało mi się śmiać. Pomyślałam, co za głupoty. Kto to wszystko wymyślił i w jakim celu? "Złote cycki" dobre sobie. ;-p Później zmieniłam zdanie na ten temat.

 

Tytułu które można sobie nadać.

- za pół roku karmienia - "srebrne cycki"

- za rok karmienia - "złote"

- za półtora roku karmienia - "platynowe"

- za dwa lata karmienia - "diamentowe"

 

Akcja, a raczej zabawa stała się tak popularna, że w Wielkiej Brytanii powstały specjalne gadżety z nią związane. Breloczki, wisiorki, naklejki - takie gadżety można tam zakupić. Zacne to gadżety, aczkolwiek sama bym chyba tego nie kupiła.


Karmienie piersią temat dla jednych trudny, czasem wstydliwy, a nawet kontrowersyjny. Dla drugich to coś zupełnie naturalnego, normalnego. Kiedy zostałam mamą przestałam wstydzić się tego i teraz chętnie rozmawiam o karmieniu piersią. Wcześniej był to dla mnie jakiś kosmos.

 

Przyznacie, że karmienie piersią nie zawsze jest łatwe. Kto borykał się z różnymi trudnościami wie o co chodzi. Wiele z nas przy karmieniu odczuwa ból. Wiele z nas przechodzi przez zapalenie piersi. Wiele z nas nie ma wsparcia. Wiele z nas nie wierzy w to, że się uda. A do tego dochodzi zmęczenie.


Ja nie zmagałam się z bólem podczas karmienia, ale gdy przyszedł kryzys laktacyjny bałam się, że to już koniec. Bardzo chciałam karmić i nie wiedziałam co robić, bo szczerze mówiąc nikt nie powiedział mi, że coś takiego będzie miało miejsce. Jak sobie z tym poradziłam? Przede wszystkim nie poddawałam się. Piłam herbatki z kopru włoskiego. Karmiłam córcie co chwilę, na każde zawołanie. Nie będę ukrywać byłam wykończona. Córcia płakała, bo była głodna, a ja nie mogłam zaspokoić jej głodu. Byłam bezsilna, czułam się beznadziejnie. Ale walczyłam tak długo, aż pewnego dnia udało się. Kryzys minął. Uff. Druga sprawa to brak wsparcia, którego tak bardzo potrzebowałam w niektórych chwilach. Zamiast tego słyszałam daj sobie z tym spokój. Na dodatek znajomi i rodzina na okrągło pytali mnie po co mi to? Justyna, po co ty tak długo karmisz? A bo kurde lubię.

 

Na dzień dzisiejszy karmię dwa lata i jestem z tego naprawdę dumna. Kurcze dwa lata, wow. Nadanie sobie tego tytułu jest taką jakby nagrodą. Nagrodą za to, że po prostu się udało. I tobie i mnie. No bo się udało, prawda?

 

No, to przyznaję sobie te "diamentowe cycki" ;-P


A wy ile czasu karmiłyście, bądź karmicie? Przyłączycie się do tej zabawy razem ze mną i innymi mamami? Nie dla przechwalania się, a właśnie dla funu :-D


P.S. Zabawa ta nie ma na celu dyskryminować mamy, które nie karmią piersią. Pamiętajcie to tylko zabawa. ;-)

 

Buziaczki ;-*



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇


 Moje piękno, moja historia.

Moje piękno, moja historia.

 

Pewnie wiecie, że firma Dove prowadzi kampanię pt. "Moje piękno, moja historia". Ta marka jest chyba jedyną, przynajmniej tak mi się wydaje, która pokazuje kobiety, takie jakie są. Nie modelki, tylko zwykłe kobiety. Piegowate, puszyste, niskie, o ciemny i jasnym kolorze skóry, bez sztucznego make upu. Po prostu piękne. Każda z nich jest inna. Każda ma swoją historię. Dlatego dziś postanowiłam opowiedzieć Wam swoją. Gotowi?


Nie będę ukrywać, że byłam kiedyś dość zakompleksioną osobą. Wiele rzeczy mi we mnie nie pasowało. Czułam się paskudnie w swoim ciele. Myślałam, że jestem beznadziejna i że do niczego się nie nadaję. Pewnie dlatego, że gdy jeszcze chodziłam do podstawówki, była to klasa 6, spotykałam się z różną opinią na temat mojego wyglądu. W późniejszym okresie również, ale czas podstawówki to by ten moment, który zaważył o tym, co o sobie zaczęłam sądzić. Myślicie sobie, co takie smarkate jeszcze dziecko może wiedzieć o pięknie, może nic, ale to co się słyszy od pewnych osób długo zostaje w głowie. 


Moja ciocia też dołożyła do tego swoje trzy grosze. "Jesteś za chuda, czy ty w ogóle coś jesz?"  "Zacznij o siebie dbać." "Czy twoja mama mówi ci coś o twoim wyglądzie?" Innym także nie podobało się to, że jestem "za chuda". Nie podobał im się mój nos, mówili, że jestem brzydka. Było mi przykro. Co ja takiego zrobiłam, że ludzie mnie tak oceniali? Oczywiście były osoby, które mnie lubiły, wpierały i zaprzeczały temu wszystkiemu, ale tamte opinie mocno wbiły mi się do głowy.

 

W domu specjalnie rodzice mnie nie doceniali. Nigdy nie usłyszałam od nich żadnej pochwały. Brakowało mi tego. Brakowało mi tego, aby mówili mi, że dam sobie rade z pewnymi rzeczami. Brakowało mi tego, aby wspierali moje marzenia. Brakowało mi po prostu ciepłego słowa. Wiem, że mnie kochali i nadal kochają. Ja ich również. Ale kurcze czegoś jednak zabrakło.


W związkach w których byłam, brakowało mi miłości i komplementów. Za wiele? Ależ skąd. Te rzeczy z pewnością sprawiły by, że poczułabym się bardziej wartościowa i pewna siebie. Pewnie dlatego, że brakowało mi tej pewności nasze drogi zwyczajnie się rozchodziły. I to była moja wina. A ja chciałam być tylko kochana.


Moje zdanie na mój temat zmieniło się dokładnie 8 września 2016 roku. Wtedy zdarzyło się coś czego nie zapomnę do końca życia. Co się takiego szczególnego wydarzyło? Owego wieczoru poznałam najukochańszą osobę pod słońcem dzięki, której poczułam się wyjątkowo. Stałam się silniejsza, pewniejsza siebie. Późniejsze wydarzenia to potwierdziły. Osoba ta sprawiła, że moje myślenie o samej sobie zmieniło się diametralnie. Przestałam mówić sobie, że jestem brzydka, beznadziejna, że do niczego się nie nadaję. Co z tego, że jestem chuda, że mam taki, a nie inny nos. Po prostu taki mój urok. Zaczęłam akceptować siebie, taką jaką jestem. Zaczęłam zauważać swoje piękno. Bo to piękno jest we mnie. Tu w środku. Dobroć, miłość, ciepło i wiele innych cudownych cech. Dziś mam odwagę powiedzieć "Nie jestem beznadziejna, jestem piękna."

 

Osoba, a raczej osóbka, która tak mnie zmieniła to moja córeczka. Dziękuję ci za to, że jesteś. Za to, że dzięki tobie się uśmiecham, mam ochotę rano wstać. Dziękuję ci za to, że mój dzień staje się piękniejszy. Po prostu za to, że chce mi się żyć.


Moje piękno, moja historia.

 

 

Pamiętajcie kobiety, każda z Was jest piękna i wyjątkowa. Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Buziaczki :-*




Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇




Wyluzuj, a będziesz szczęśliwa.

Wyluzuj, a będziesz szczęśliwa.

 

Internet, poradniki, ludzie narzucają nam jak wychowywać swoje dzieci. Przez to ciągle jesteśmy przewrażliwione na jakimś punkcie, porównujemy się do innych mam i gonimy za tym, aby być perfekcyjne, a nie musimy. 

Pamiętaj nie trzeba się do wszystkiego dostosowywać. Nie trzeba mieć wszystko zrobione na tip top. Czasem do macierzyństwa trzeba podejść ma luzie i nie martwić się o to, że czegoś się nie zrobiło. Miej wywalone na pewne sprawy.


1. Nie musisz kąpać dziecka codziennie.

Codzienna kąpiel u nas nie istnieje. Nie dlatego, że mi się nie chce czy coś, ale po co mam kapać dziecko, które jest czyste. Po co mam zabijać bakterie i drobnoustroje, które są wręcz potrzebne do poprawnego funkcjonowania i ochrony przed patogenami. To nie jest żadna tajemnica, że swoją córeczkę kąpię co drugi, trzeci dzień. Wyjątkiem są upały lub gdy jest cała umorusana. Oczywiście miejsca intymne przemywamy codziennie, tu akurat nie ma co do tego wątpliwości. Do dziś pamiętam reakcję mojej sąsiadki, która dowiedziawszy się o tym, patrzyła na mnie takim wzrokiem, jakbym straciła rozum, jakbym zrobiła coś złego.


2. Nie musisz co chwile przebierać dziecka.

Nie przebieram mojej córci co pięć minut kiedy to jej sukienka lub bluzeczka się pobrudzi. Gdybym tak robiła spędzałabym na praniu całe dnie zamiast bawić się w najlepsze z moim ukochanym brzdącem.


3. Nie musisz bez przerwy martwić się o to, czy dziecko może to zjeść.

Nie zawsze stosuję się do zaleceń co do zdrowego odżywiania. Czasem córcia nie zje pięciu posiłków dziennie, bo zwyczajnie nie ma na to ochoty, a nie będę jej do tego zmuszała. Czasem dostanie to niezdrowe ciasto na cukrze, co jej będę odmawiać. Nie kupuję eko jedzenia na bazarku. Nie jestem jakąś maniaczką. A poza tym czy to eko na pewno jest eko? To co możemy sami sobie wyhodujemy, a resztę kupujemy w normalnym sklepie.


4. Nie musisz mieć zawsze chaty wysprzątanej na błysk.

Lubię kiedy jest czysto, kiedy zabawki nie walają mi się w każdym zakamarku domu, kiedy to mogę spokojnie przejść po domu nie potykając się o jakieś tam zabawki, które to moja mała panieneczka właśnie porozrzucała. Ale szczerze, czasem mi się nie chce. Nie chce mi się umyć uciapkanej podłogi, szyby uciapkanej małymi łapkami, naczyń po obiedzie, łazienki. Czasem nie mam czasu, energii, siły. Po prostu marzę o tym, aby walnąć się na łóżko i zasnąć, nawet w ubraniu. Posprzątać mogę jutro. Nie musi to być w tym momencie. Sanepid na kontrolę do mnie nie przyjdzie.


5. Nie porównuj swojego dziecka do rówieśników.

Nie będę ukrywać, że przez pierwszy rok życia mojej córeczki porównywałam ją z rówieśnikami i do tego, co czytałam w różnego rodzaju poradnikach. Teraz podchodzę do tego z wielkim luzem. Każde dziecko jest inne i każde rozwija się w innym tempie. Na wszystko przychodzi czas i dziecko prędzej czy później wszystkiego się nauczy.

 

6. Nie musisz ciągle sprawdzać opinii na temat danego produktu.

Kiedyś, kiedy byłam jeszcze nieświadomą matką, przed zakupem jakiegoś kosmetyku dla mojej pociechy, czytałam opinie na jego temat. Dziś tego nie robię. Nie sprawdzam czy mogę, czy nie mogę. Czy się nadaje, czy się nie nadaje. To co u innych się nie sprawdziło u nas może się sprawdzić. 

 

Nie musisz podążać za innymi. Wariować na punkcie czystości. Nie musisz mieć ciągle wyprasowanych ubranek, poukładanych kolorami, wzorami, na wyjście, po domu. Nie musisz mieć wszystkich ciekawostek o macierzyństwie wykutych na blachę, od A do Z. Wychowuj swoje dziecko tak, aby były szczęśliwe. I abyś ty była szczęśliwa.

 

Wyluzuj droga matko, a będziesz szczęśliwa. ;-)

 

 


Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub stronę na facebooku. ;-)
👇

 

 




Masz prawo popełniać błędy, jesteś tylko człowiekiem.

Masz prawo popełniać błędy, jesteś tylko człowiekiem.

 

 

Zacznijmy od tego, że nikt nie jest idealny, każdy popełnił w swoim życiu jakiś błąd. Ja również i to nie jeden. Zresztą nadal je popełniam. Czy dlatego jestem gorszą matką? Nie sądzę. Nie jestem wszechwiedząca i nie znam się na wszystkim. Mam prawo mieć gorszy dzień, być niewyspana i zdenerwowana. Ty również. 


Ciężko jest być mamą, zwłaszcza kiedy dookoła słyszymy słowa krytyki. Kiedy otaczamy się osobami, które wytykają nam błędy, krytykują sposób w jaki wychowujemy nasze dzieci. Czasem te osoby zapominają o tym, że sami nie raz popełnili jakiś błąd. Ale tak to już jest, najlepiej jest wytykać i zauważać błędy innych niż samemu się do nich przyznać.

 

Masz prawo popełniać błędy, jesteś tylko człowiekiem. Jesteś mamą, która cały czas uczy się nowego zawodu i czasem nie ogarnia pewnych rzeczy. Prawda? Ja pewnych rzeczy nie ogarniam mimo 23 miesięcznego stażu. Nie jestem chodzącą encyklopedią, żeby wszystko wiedzieć. Jeśli myślisz, że istnieją mamy, którym wszystko wychodzi tak jak sobie zaplanują, wiedzą wszystko, mają obiad na czas ugotowany, są wiecznie uśmiechnięte, zadowolone i wypoczęte i nie zdarzają im się żadne potknięcia, jesteś w wielkim błędzie. Niektóre po prostu to dobrze ukrywają i udają perfekcyjne panie domu.

 

Nie przejmuj się jeśli zdarzyło ci się raz podnieść głos na swoje dziecko. Uwaga, nie jesteś jedyna.  Mnie się to nieraz zdarzyło. Nie powiem żałowałam tego i zrobiło mi się wstyd patrząc na moje dziecko, które zwyczajnie nie wie o co kaman i co się w tym momencie stało. Ale cholera nie jestem ze stali, mogę mieć gorszy dzień i mieć dość kiedy moje dziecko po raz enty robi coś czego nie powinno i nie chce mnie słuchać. W pewnym momencie moje zasoby cierpliwości, kolorowej tęczy i lukru się kończą. Twoje nie?

 

Denerwują mnie kobity, które na niby wszystko najlepiej wiedzą. Nie raz przekonałam się czytając różnego rodzaju fora lub posty w grupach dla mam. Krytyka, brak zrozumienia, wsparcia i pomocy. Choć celem takich grup jest właśnie doradzanie i wspieranie się, a nie wytykanie błędów. Aż włos mi się na głowie jeżył i nie tylko tam, kiedy to pewnego pięknego wieczoru czytałam te wszystkie niemiłe komentarze na temat Pani X, która zwyczajnie miała problem i szukała porady, a w zamian dostała masę krytyki. Została nazwana złą matką, która  nie powinna się tym mianem nazywać, która zaniedbuje swoje dziecko i co najgorsza dziecko powinno jej zostać odebrane. Czy wy się słyszycie? Co wy wiecie o drugim człowieku, żeby go tak osądzać? Dlaczego kobity potraficie być takie wredne i okrutne nie ma w was krzty zrozumienia, czy wy wszystko wiecie najlepiej? Nie popełniacie błędów? 


Błędy tak nam wytykane popełniamy zazwyczaj z nieświadomości lub pod wpływem impulsu. Czasem zwyczajnie gubimy się w tym wszystkim. Przecież nikt nam nie dał instrukcji obsługi małego brzdąca. 

 

Kiedy popełnimy jakiś błąd pojawia się brak wiary w siebie, bezsilność, zaczynamy obwiniać siebie i myśleć, że jesteśmy najgorszymi matkami na świecie. A tak nie jest. Każdego dnia pielęgnujemy nasze berbecie, karminy, kąpiemy, wychodzimy na spacer, zabawiamy.  Jesteśmy dla niego. To w jego oczach jesteśmy idealne i jakiś tam błąd tego nie przekreśla.


Nie musisz wiecznie zadowolić innych. Wychowuj swoje dzieci tak jak potrafisz. Kochaj je całym swoim sercem. Błędy każdemu się zdarzają nawet tym wszystkim perfekcyjnym.


Buziaczki ;-)



Jeśli udało się Wam zobaczyć ten post, zostawcie po sobie ślad w komentarzu lub na facebooku, będzie mi niezmiernie miło. 😘


Bądź na bieżąco i polub moją stronę na facebooku. ;-)
👇 


 Uważaj, bo się przyzwyczai!

Uważaj, bo się przyzwyczai!

 noszenie na rękach, karmienie piersią.

 

Te słowa słyszałam wielokrotnie odkąd zostałam mamą. "Nie noś jej ciągle na rękach, bo się przyzwyczai i będziesz miała problem." "Nie boisz się spać z dzieckiem? Trudno będzie ją potem oduczyć." "Nie karm jej na żądanie, bo będzie ją trudno odzwyczaić od cyca." Było tego jeszcze więcej.

Czasami mam dość swojego dziecka.

Czasami mam dość swojego dziecka.

 

 

Pewnie niejedna mama pomyśli sobie "Jak możesz tak mówić? Chyba jesteś nienormalna?" Być może. Inne z pewnością przybiją mi pionę i powiedzą kuźwa ja też tak mam, też czasami mam dość swojego dziecka.

Dlaczego nie możemy być dla siebie uprzejmi?

Dlaczego nie możemy być dla siebie uprzejmi?

 

Tyle się teraz mówi, o tym, aby być dla siebie dobrym, uprzejmym i aby pomagać sobie na wzajem. A tymczasem, niektórzy ludzie przechodzą obojętnie wobec kobiet w ciąży oraz matek. Czy to kwestia złego wychowania czy po prostu czystej złośliwości?

Panowie, pomóżcie czasem swojej kobiecie.

Panowie, pomóżcie czasem swojej kobiecie.

mama, tata, dziecko

 

Wiele kobiet czuje się spełnionych w roli matki i żony. To właśnie kobieta została obdarowana tym zaszczytem wychowania młodego człowieka i budowania waszego wspólnego domowego ogniska. Ojciec w tym czasie ciężko pracuje. No właśnie, często to na facecie spływa obowiązek utrzymania całego towarzystwa, swojej kobiety i dziecka. I chwała mu za to.

Twoje ciało, twoja sprawa.

Twoje ciało, twoja sprawa.

 

Temat myślę, że ważny, ale niestety ostatnio dość kontrowersyjny. A mianowicie sposób karmienia małego człowieka, czyli karmienie piersią vs karmienie mieszanką mleka modyfikowanego. W każdym z tych przypadków pamiętajmy, że każda matka jest inna, każda ma inne potrzeby i każda ma prawo do własnego zdania i wyboru.

Dziwna dolegliwość poporodowa, o której się nie mówi.

Dziwna dolegliwość poporodowa, o której się nie mówi.

poród

 

Do porodu można się w pewien sposób przygotować. Czytając książki, artykuły, słuchając opowieści mam czy też koleżanek. Ja oprócz tego oglądałam filmiki różnych dziewczyn na youtube, które opowiadały swoje historie. Ale o tej jednej rzeczy nikt nie pisnął ani słowem.

Copyright © 2014 Dżastina - szczęśliwa mama , Blogger